Tam gdzie żyją Indianie

Nie było tu złota, ani innych znaczących w owym czasie bogactw. Hiszpanie nie mieli więc chęci ani, co ważniejsze interesu, by zapuszczać się w dzikie góry. Zostawili więc Tzotzilów we względnym spokoju. Dzięki temu Indianom udało się zachować do naszych czasów, choć w części, swą kulturę.

Przez łydki do ołtarza

Jak powszechnie wiadomo małżeństwo to poważna sprawa. Tyle że w przeciwieństwie do europejskich amantów kawaler Tzotzil nie zwraca uwagi na zgrabną sylwetkę czy ładną buzię kandydatki na żonę. To cechy o drugorzędnym znaczeniu. Najważniejsze u przyszłej wybranki są bowiem… łydki. I one stanowią o atrakcyjności dziewczyny. Ich ideał też jest inny od naszego. Muszą być umięśnione i silne. Tzotzil wiedzą bowiem, że kobieta, która ma potężne łydki z łatwością udźwignie ciężar przyszłego macierzyństwa.

Kiedy odpowiednia kandydatka zostanie już upatrzona kawaler ubiera się w białe wełniane sarapes – rodzaj poncho zakładanego przez głowę, które ściąga skórzanym pasem. Następnie idzie do domu rodziców dziewczyny, zabierając ze sobą butelkę posh – destylatu z trzciny cukrowej. Rozmowę rozpoczyna się od swobodnej wymiany opinii na temat przewidywanej obfitości nachodzących zbiorów lub aktualnych prac polowych. Dopiero po kilku chwilach młody mężczyzna przechodzi do sedna. Zaczyna wychwalać córkę swych przyszłych teściów. Wreszcie stawia na stole butelkę i oświadcza, że chce się żenić. Jeżeli rodzice wypiją oznacza, że zaakceptowali kawalera. Dziewczyna też musi wypić szklaneczkę na znak zgody z jej strony. Wówczas małżeństwo uważa się za zawarte. Tzotzile mimo że są katolikami nie uznają ślubów kościelnych.

Młodzi małżonkowie zajmują skrawek ziemi na skraju wioski, a obie rodziny pomagają im w budowie domu oraz w przygotowaniu ziemi pod uprawę kukurydzy. Indianie Tzotzil uważają, że ziemia jest własnością Boga, a człowiek jest jedynie czasowym jej użytkownikiem. Wolno mu zająć tyle, ile potrzeba do wyżywienia własnej rodziny. Niepojęte i bezmyślne jest dla nich dążenie białego człowieka do posiadania wielkich latyfundiów.

Ciężkie życie świętych

Bardzo ciekawe jest podejście Tzotzilów do wiary chrześcijańskiej. Wprawdzie są to ludzie pobożni, ale wiadomo, że trzymają oni świętych katolickich twardą ręką. W kościele, który jest centralnym punktem wioski nie ma ołtarza. Mieszkańcy uważają, że nie jest potrzebny. Za to we wnętrzu świątyni pod ścianami stoją drewniane figury przedstawiające świętych. Ubrane w przepiękne wyszywane złotą i srebrną nicią szaty. Indianie wybierają sobie jedną z figur i modlą się do niej, na przykład o urodzaj. Jeżeli zbiory są obfite potrafią wyrazić swoją wdzięczność. Stawiają wtedy przed świętym butelki z alkoholem i miseczki z kukurydzą lub wzbogacają szaty nowymi haftami i palą świece. Jeżeli zbiory okażą się marne wówczas biada patronowi. Święty mąż, który się nie wykazał zostaje rozebrany z przystrajających go szat. I tak stoi wśród innych ubranych figur golusieńki do następnych zbiorów. Za karę. Jest to dla niego czas na poprawę. Bo prawdę mówiąc co to za święty, który nie potrafi zapewnić obfitych zbiorów. Jedno jest pewne. Nie mają święci katolicy u Tzotzilów łatwego życia.

Pewien starszy Indianin opowiadał mi jak przed wieloma latami spalił się doszczętnie stary kościół we wsi. Ogień rozprzestrzenił się tak szybko, że udało się jedynie wynieść z wnętrza figury. Cała wioska była wówczas oburzona. Jak to możliwe, aby tylu świętych mężów nie było w stanie powstrzymać jednego głupiego pożaru – mówiono między sobą. Po tym zdarzeniu dużym wysiłkiem całej wioski zbudowano kościół, a kiedy był gotowy, wszystkie figury stały we wnętrzu nago przez trzy lata. Ku przestrodze. Wydaje się, że surowe postępowanie Tzotzilów przyniosło efekty. Od tamtej pory bowiem już żaden pożar się nie wydarzył.

Jajkiem w chorobę

Opieka medyczna w wiosce Chamula to temat na całą opowieść. Wprawdzie we wsi istnieje od kilku lat ośrodek zdrowia, gdzie pełni dyżur lekarz i pielęgniarka, ale rzadko zdarza się, aby mieli coś do roboty. Nie dlatego, że mieszkańcy tryskają zdrowiem albo są szczególnie odporni na choroby. Indianie po prostu nie mają zaufania do medycyny białego człowieka i w ogóle uważają ją za mało skuteczną. Dlatego przychodnia świeci pustkami. Kolejki natomiast stoją do… szamanów. Leczą oni bez użycia tabletek czy zastrzyków. Mają własne metody sprawdzone od stuleci. Jednym z głównych panaceów jest w ich medycynie… kurze jajo. Nie jest to jednak jajo zwyczajne, ale lecznicze. Aby nabrało mocy uzdrawiającej szaman musi nad nim odpowiednio popracować. W tym celu okadza je dymem uzyskanym z mieszanki ziół. Największe znaczenie mają jednak wypowiadane podczas zabiegu zaklęcia i odpowiednie gesty. Kiedy rytuał przygotowawczy jest zakończony przechodzi się do terapii. Byłem świadkiem leczenia uporczywego bólu ramienia. Po dość długiej rozmowie z pacjentem – w formie wywiadu lekarskiego jak mi się wydawało – szaman pociera skorupką bolące miejsca. W tym przypadku było to całe ramię. Chodzi o to, aby choroba przeniosła się z zaatakowanego miejsca do wnętrza jaja. Zabieg pocierania powtarza się tak długo aż jajo zapełni się dolegliwością i nie będzie w nim więcej miejsca. Wówczas prowadzący kurację z całą ostrożnością wynosi je w ustronne miejsce i tam z impetem rozbija je o ziemię. Oczywiste jest, że chodzi o to, aby choroba odeszła w głąb ziemi. Podobno bywają stany tak poważne, że do ich wyleczenia potrzeba trzech a czasem nawet czterech jaj.

Łeb urwany, efekt murowany

Procedurę z jajami stosuje się jednak tylko w chorobach niezbyt skomplikowanych. Jeżeli schorzenie jest naprawdę poważne trzeba sięgnąć po środki radykalne. Wtedy potrzebna jest żywa kura lub kogut. Kogut jest lepszy, bo jego moc jest większa. Najpierw wiąże się nogi zwierzęcia. Następnie obstawia się je wokół płonącymi świecami. Potem przechodzi czas na palenie ziół i zaklęcia. Nie należy się przy tych czynnościach spieszyć. Zbytni pośpiech może zaważyć na skuteczności kuracji.

Jeżeli wszystko odbyło się zgodnie z planem szaman bierze koguta w ręce i buja go bardzo dokładnie. Najpierw w lewo i prawo, a następnie w przód i tył. Wykonywanie ruchów owalnych jest bardzo niewskazane. Cała procedura, którą opisałem odbywa się w obecności zainteresowanego. Pacjent powinien czuć, że znajduje się w rękach specjalisty.

Gdy prowadzący leczenie dojdzie do wniosku, że faza przygotowawcza szczęśliwie dobiegła końca przechodzi do zabiegu właściwego. W tym celu jedną ręką ujmuje mocno obie łapy koguta, a drugą przytrzymuje jego głowę. Następnie jednym szybkim i fachowym pociągnięciem urywa zwierzęciu łeb. Krew, która tryska z szyi ptaka służy do namaszczenia chorych tkanek. Ten sposób leczenia Europejczykowi wydaje się makabryczny. Za to podobno efekt jest murowany.

Ostatnia reduta

I nie ma co dyskutować o wyższości medycyny indiańskich szamanów nad medycyną białego człowieka. Rozmawiałem z wieloma ludźmi w wiosce Chamula, którzy twierdzili, że po takich kuracjach czuli się znacznie lepiej, a nawet całkiem wyzdrowieli. Ale być może działa tam taki sam mechanizm, jak w naszym kręgu kulturowym. Polega on na tym, iż sukcesy lekarzy oświetla słońce, a błędy kryje ziemia.

Dynamiczny rozwój cywilizacji, którą złośliwi nazywają „syfilizacją” jest największym wrogiem Tzotzil – miłych, sympatycznych i uczciwych ludzi. Od stuleci napierająca coraz bardziej „kultura” białych spychała ich w coraz dalsze, niedostępne tereny. Wybuchały wtedy powstania i bunty krwawo tłumione przez kolejne rządy. Obecnie Indianie nie mają się już dokąd wycofać. Dlatego mówią, że góry stanu Chiapas to ich ostatnio reduta. Muszą się w niej utrzymać lub zginąć.

Niestety ich przyszłość nie wygląda zbyt optymistycznie. Prawdopodobnie kultura Tzotzil zostanie zgnieciona przez walec cywilizacji. Kolejna odrębna obyczajowość wywodząca się jeszcze z czasów Majów przestanie istnieć. O comto (do następnego spotkania) – żegnam się zawsze z nimi w ich języku. I za każdym razem mam nadzieję, że ten kolejny nastąpi.

autor: Artur Kołpak

Podziel się naszym tekstem!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Zostaw komentarz

Zostaw komentarz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *